Dawno się tak nie uśmiałam i nie byłam taka szczęśliwa. Moja mama zostawiła papierochy w sklepie i nie miała kasy, żeby sobie kupić. KOCHAM TO. Mam nadzieję, że kiedyś to palenie w końcu rzuci, bo w ten sposób BARDZO mocno mnie od siebie odpycha. Żebrając na papierochy i kłamiąc, że nie jest to na nie, też. Nie mówiąc mi praktycznie o niczym też (większości rzeczy dowiaduję się przypadkowo podsłuchując rodziców). Zabraniając mi robienia jakichkolwiek rzeczy, które mogły by mnie przybliżyć do niezależności, też.
Moja przyszłość mnie naprawdę bardzo martwi.
Boję się, że nigdy nie pojadę sama do innego miasta nawet na wycieczkę albo np. na jakiś konwent.
Boję się, że nie będę mieć wymarzonej pracy (tłumacz, korektor albo redaktor tekstów, ZDALNIE), bo rodzice mi nie pozwolą, a ja bez nich sobie pracy nie załatwię.
Że nigdy się stąd nie wyprowadzę i jeszcze długie lata spędzę w tym śmierdzącym petami mieszkaniu, gdzie nie czuję się komfortowo właściwie nigdy i boję się nawet okazywać swoje zainteresowania.
Że już na zawsze utknę w tym mieście bez szans na zmianę środowiska.
Że nigdy nie będę w stanie im powiedzieć o swojej orientacji (i tak nawet nie jestem pewna, czy zasługują, żeby o moim życiu wiedzieć cokolwiek, oprócz minimum z minimum, które muszą, bo z nimi mieszkam).
Że nigdy nie będę mieć paczki neuroróżnorodnych i queerowych znajomych, Albo nawet JEDNEGO znajomego. Jakiegokolwiek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz