Boże, jak ja nienawidzę tego, że nie potrafię w POWAŻNY sposób wyrazić swoich uczuć. Nie dziwię się, że wszyscy twierdzą, że sobie coś wymyślam. Na piśmie mi to jeszcze jakoś idzie, ale werbalnie...nie ma o czym gadać.Ale też się i z tego cieszę, bo to oznacza, że moja stara beztroska, łobuziarska osobowość dalej tam gdzieś jest, schowana pod wieloma warstwami lęku.
Moi rodzice nigdy pewnie nie zrozumieją i nie wezmą na poważnie tego, że jeszcze do niedawna moje ciało było praktycznie 24/7 w reakcji stresowej. Że często po prostu leżę sobie w swoim pokoju i nic wielkiego się nie dzieje, a nagle z niczego nic czuję, jak mi wali serce, zaczynam się pocić, moje myśli zaczynają obsesyjnie krążyć wokół jednej rzeczy...ale oczywiście, że moje uczucia nie są prawdziwe, nawet jeśli te lęki po mnie bardzo często WIDAĆ. Nie, i tak jest to wymyślone i naczytałam się głupot w internecie, chociaż moje lęki z internetem nie mają NIC wspólnego.
I nie, nie są one również wyborem. Dlaczego miałabym sobie wybrać to, że nie mam absolutnie ŻADNYCH znajomych, bo ludzie myślą, że CHCĘ, żeby zostawili mnie w spokoju, bo nigdy nie czuję się zrelaksowana? Dlaczego miałabym wybrać to, że jestem mniej samodzielna, niż przeciętny ośmiolatek i przez to bardzo mocno się boję o swoją przyszłość? Dlaczego miałabym wybrać to, że w większości sytuacji nie jestem w stanie nawet normalnie MÓWIĆ, co każdy inny potrafi?
Z tego biorą się moje lęki - że nigdy nie będę mieć nawet trochę normalnego życia. Boję się, że nawet po studiach się z tego miasta nie wyprowadzę, bo nie będę w stanie. Pracy sobie bez pomocy rodziców nie załatwię, więc jeśli nie spodoba im się to, jak chcę pracować, to koniec. Nigdy nie pojadę na jakiś konwent, festiwal albo koncert SAMA albo ze znajomymi, ale bez opieki. Jest mi głupio, że w ogóle miałam kiedyś jakieś marzenia. Jest mi wstyd, że aż tak bardzo przeceniłam swoje możliwości.