piątek, 28 marca 2025

68.

 Został jeszcze miesiąc*, ale myślę, że już mogę śmiało powiedzieć, że moje doświadczenie w szkole średniej było do dupy pod praktycznie każdym możliwym względem i cieszę się, że jeszcze chwila i nie będę do tego miejsca musieć wracać nawet pamięcią. Chociaż...w pewnym sensie będę. Teraz jakoś mnie napadła myśl, że spisywanie swoich negatywnych uczuć związanych z tym miejscem na tym blogu BYĆ MOŻE nie było dobrym pomysłem, bo kiedyś będę to czytać i przeżywać to na nowo. Chyba, że Ja z Przyszłości przeglądając to miejsce postanowi zatrzymać się na tym poście i nie patrzeć na starsze. Możemy tu sobie umowną linie postawić. W starszych postach i tak nic aż tak istotnego nie ma - po dwóch miesiącach regularność wyszła z okna, są duże braki. Dlatego teraz postanawiam, że będę tu pisać codziennie i przeważnie pozytywne rzeczy. 

Szczerze, jakoś mi się utarło, że "szkoła" to Słowo nacechowane bardzo negatywnie i dlatego nie czuję się do końca komfortowo z mówieniem, że pójdę do szkoły wyższej. Nie chcę w ten sposób obrażać miejsca, które jeszcze mam szansę polubić! 

W ogóle od 2021 (korekta: 2022) tworzę gigantyczną playlistę z wszystkimi piosenkami, które mi się spodobały i słucham albo słuchałom ich nałogowo. Cel był taki, że puszczę ją sobie w ostatni dzień szkoły średniej - w dniu zakończenia roku - jako nostalgiczną podróż. Jednak...wydaje mi się, że większość z tych piosenek niekoniecznie miała czas stać się dla mnie nostalgiczna, bo wielu z nich dalej w miarę regularnie słucham.

*jeszcze matury, ale tych jako szkołę nie liczę.

poniedziałek, 24 marca 2025

67.

Dzisiaj na biologii poszliśmy na "dni otwarte" w szkole medycznej...tylko że nasz pan od biologii pomylił daty. Myślał, że dni otwarte trwały bodajże od 12 do 26 marca, ale tak naprawdę odbywały się w te dwa dni - 12 i 26 marca. Nie był to przedział. Szkoła nie była przygotowana, ale trochę nas oprowadzili. Później na przystanku jakiś starszy pan (widocznie neurodivergent) poprosił mnie o popilnowanie jajek, co zrobiłam.

niedziela, 23 marca 2025

66.6

Bardzo intryguje mnie subtelna ewolucja postów na tym blogu - od opisywania mojej codzienności i przemyśleń przez pierwsze kilkadziesiąt, do wylewania emocji związanych z osobami, które mnie zraniły, przez ostatnie kilkanaście.

66.

Cytując moją mamę - ręce opadają. Jednak tym razem nie nade mną. Dla niej pieniądze na papierosy = pieniądze na życie. Brak słów. Po prostu brak słów. Nigdy tej kobiecie już nic nie "pożyczę" ani nie przeleję. Ostatnie mnie bezczelnie okłamała, że te pieniądze nie pójdą na pety, tylko po to, żeby za chwilę żalić się tacie, że nie ma kasy na pety. Bardzo się cieszę, że jej nic wtedy nie dałam. Aż taka naiwna nie jestem.

piątek, 21 marca 2025

65.

 Może to i prawda, że niektóre rzeczy źle interpretuję, ale niektórych rzeczy nie da się "źle" zinterpretować. Na przykład tych wszystkich sytuacji, kiedy papierosy były ważniejsze od obiadu albo tych krzywdzących rzeczy, które powiedziała do mnie moja wychowawczyni. Nie twierdzę, że to neguje dobre rzeczy, które moi rodzice czy wychowawczyni dla mnie zrobili. Są takie rzeczy. Ale nie zmienia to też faktu, że mnie skrzywdzili i nie chcę się z nimi jakoś bardzo emocjonalnie angażować. Że zawsze, kiedy patrzę na tych ludzi, to widzę właśnie te negatywne, raniące momenty.

To, że moja wychowawczyni to "dobra kobieta", nie zmienia faktu, że mnie bardzo mocno zraniła i za nią tęsknić absolutnie nie będę. Już teraz nie chcę na nią nawet patrzeć i cieszę się, że został mi tego już tylko miesiąc. 

Gdyby moi rodzice albo nauczyciele zobaczyli moje wypiski, to kazaliby mi usunąć tego bloga. Tylko z jakiej racji, skoro nikt nie jest tu wymieniony z nazwiska? To nie tak, że jakiś losowy czytelnik zacznie im robić problemy. 


środa, 19 marca 2025

64.

Szczerze, nie rozumiem tej "wybitnej poezji" omawianej na polskim. Spoglądając na taki tekst moja pierwsza myśl to zawsze: "też bym mogłx coś takiego napisać", jednak ktoś mógłby się doczepić: "ale nie napisałxś".

Wydaje mi się, że ci poeci są uznawani za "wybitnych" tylko dlatego, że pisali w czasach, kiedy Polska była pod zaborami, w czasie wojny i innych takich. Gdyby takie gnioty powstały dzisiaj, to nikt by tego nawet nie czytał. Po prostu tak już się załapali, że pisali we właściwej epoce na to, żeby zostać legendami. My, współcześni ludzie, nie mamy na to za bardzo okazji. I być może lepiej mieć nadzieję na to, że nie będziemy mieć.

poniedziałek, 17 marca 2025

63.

Ja nigdy nawet nie powiedziałam, że siedzenie w internecie daje mi nawet "pozorne szczęście". Daje mi minimum pozytywnych interakcji z ludźmi. Minimum z minimum. Ale tu ma w sumie rację. Kiedy ma się tych interakcji zero, to nawet minimum z minimum uczyni cię szczęśliwym i nie jest to wina "uzależnienia od dopaminy".

62.

Zabawne. Chociaż staram się nie wchodzić z rodzicami w absolutnie żadne interakcje, a w przypadku tych koniecznych odpowiadać półsłówkami, ogólnikowo i bez okazywania większych emocji, to i tak za każdym razem potrafią sprawić, że czuję się jak absolutne gówno. Za każdym razem.

Chciałabym uzyskać kiedyś przeprosiny. Za te wszystkie razy, kiedy najważniejsze było, że "ja im robię wstyd", ale to, że oni mi robili wstyd zwracając na mnie uwagę i poniżając mnie, to już się nie liczyło. Oni pewnie po prostu zapomnieli o wszystkich tych momentach, kiedy mnie skrzywdzili, ale za mną to upokorzenie ciągnie się latami i na pewno wpłynęło na rozwój mojej osobowości.

A co do mojej wychowawczyni... naprawdę nie rozumie, jak krzywdzące jest powiedzenie osobie z trudnościami: "to twoja wina, że nie masz znajomych. To twoja wina, że masz problemy z samodzielnością. Zmień nastawienie, a twoje problemy magicznie znikną. Jesteś złą osobą za to, że szukasz interakcji w jedyny sposób, jaki znasz. Nie masz tego robić, bo to uzależniające i daje ci to tylko pozorne szczęście. Jesteś dorosła, więc wszystkie twoje trudności to twoja wina, a posiadanie bezpiecznej przestrzeni jest złe, bo hamuje twój rozwój. Jako osoba dorosła masz się zawsze czuć źle i nie mieć bezpiecznego miejsca. Twoje istnienie to nawet nie wegetacja, bo wegetacja to jakaś forma życia i rozwoju."?

Tak, to moja wina, że zostałam na tyle skrzywdzona, że mój mózg musiał wytworzyć te mechanizmy obronne (lęki, unikanie). Oni pewnie myślą, że któregoś dnia się obudziłam i stwierdziłam, że będę mieć lęki społeczne, żeby zrobić im na złość. Nie dziwię się, gdyby tak było.

Cytując moją mamę, ręce opadają. Nad nimi. Ale ona pewnie nawet nie zauważa, że robi coś złego, a mnie każdy lekceważy. Dlatego już po prostu nie będę z nimi rozmawiać oprócz konieczności wynikających z mieszkaniem z nimi.


61.

Prawie bym zapomniała, że dzisiaj zebranie z rodzicami. Co oznacza, że im też będzie gadać te głupoty, że wszystko to moja wina, a oni to łykną. Ale ja i tak będę sobie tutaj tworzyć moją przestrzeń. Zasługuję na to.

60.

Teraz jeszcze do tego dochodzi wściekłość na moją wychowawczynię. Czuję się zraniona i zdradzona. Gdyby to widziała, to pewnie powiedziałaby coś w stylu, że "mnie to dotknęło, bo wiem, że ma rację". Nie. Jestem na nią zła za spłycanie całego mojego doświadczenia do "niechcenia i unikania". A później, że to niby autystycy nie mają empatii. 

Całą godzinę wysłuchiwałam, że to moja wina, że nie mam znajomych, że mam trudności z samodzielnością, że szukam bezpiecznej przestrzeni w internecie, bo w realu takiej nie mam (i to też jest moja wina!).

Połowa tego to obwinianie mnie o siedzenie w internecie, jakby to była przyczyna moich trudności. Znowu - nie. Moje trudności społeczne istniały na długo przed tym, zanim zaczęłam się angażować w internecie i będą w dalszym ciągu istnieć, nawet jeśli tu nie będę. 

Gdyby nie internet, to nawet bym nie miała miejsca, gdzie mogę się tak wygadać, jak robię to teraz. Nie miałabym miejsca, gdzie mogę wypuścić moje negatywne emocje związane z niesprawiedliwościami w moim życiu. 

Bo co, mam to wszystko mówić rodzicom, którym już do reszty nie ufam? Nikogo innego w "realu" nie mam.

Teoretycznie mogę prowadzić zeszyty-dzienniki, ale te mają fizyczną obecność, więc są dużo mniej prywatne. Zresztą czasami tak i robię - niektóre rzeczy zapisuję w dzienniku od mojej dziewczyny.

Czuję się lekceważona. I wściekła, że osoby, które nie mają pojęcia, co się dzieje w mojej głowie, próbują mnie pouczać o moim własnym nastawieniu, o którym wiedzą tylko tyle, ile pozwolę im wiedzieć. Jest to trochę śmieszne.

Może i "zachowuję się jak małe dziecko", ponieważ chcę mieć bezpieczną strefę. Może faktycznie "dorośli" takiej strefy nie powinni mieć, co ja wiem!

Mam dosyć, że nikt mi nie wierzy w to, że mam realne problemy, których "zmiana nastawienia" nie rozwiąże. 

Nawet rodzice chcieli mi zabrać dostęp do internetu, a ojciec nawet stwierdził, że "bez matury ten komputer mi się nie przyda". Bo faktycznie, angażowanie się w moje zainteresowania bez ryzyka wyśmiania to nic. Miejsce, gdzie mogę się wygadać, to nic.
Ogólnie będę tutaj dużo bardziej aktywna, bo jest to moje miejsce, gdzie mogę te swoje emocje wyrzucić.

59.

Naprawdę coraz bardziej mnie dobija, że w "realu" moim jedynym "społecznym kontaktem" są moi rodzice, czyli ludzie, z którymi jakiekolwiek rozmowy staram się ograniczyć do pojedynczych słów i podstawowych potrzeb. Nie są dla mnie bezpieczną przestrzenią emocjonalną. Nigdy nie byli i nawet nie chcę, żeby byli. Nie po tym, jak nie raz zostałam przez nich upokorzona za posiadanie jakichkolwiek emocji i okazywanie ich publiczne. Nie po tym, kiedy raz za razem byłam mniej ważna od papierochów. Jeśli pety są, to obiadu może nie być. Nie po tym, kiedy jakiekolwiek moje potrzeby i pomysły były wręcz wyśmiewane. 
Nawet nie mam z kim porozmawiać o tym, jak bardzo mam dość swoich rodziców. Nawet nauczyciele nie są bezpieczną przestrzenią, a nikogo innego nie mam. Naprawdę mnie boli to, że będę musiała tu mieszkać przez studia i nawet po nich. Nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek się stąd wyprowadzę. Jest mi po prostu ciężko.

piątek, 7 marca 2025

58.

Wiem, że nie piszę tu jakoś bardzo często, ale czasami człowiek po prostu potrzebuje się wyżalić, a że znajomych nie mam, to piszę sobie w eter. Mam nadzieję, że nikt oprócz Przyszłej Mnie nigdy tego bloga nie przeczyta.

Moja mama do tej pory nie rozumie, dlaczego czuję się niekomfortowo pokazując jej, kiedy coś mi przyszło. Może przez takie zachowanie jak dzisiaj? Nie, na pewno nie. W ogóle dorośli wydają się NIE MIEĆ POJĘCIA, że znaczna większość spośród moich lęków i niechęci wynika z ICH WŁASNYCH ZACHOWAŃ. Że znikąd to się nie wzięło!!!! Że kiedy mówię, że nie potrafię się zrelaksować w swoim własnym pokoju, to jest to 100% prawda.

Większość moich lęków NIE OPERUJE na zasadzie "boję się, że nie dam rady zrobić x" lecz "boję się, że rodzice mnie wyśmieją, kiedy zrobię x, a ja bardzo źle znoszę odrzucenie i krytykę. Nie miałam w swoim życiu dużo pozytywnych interakcji z innymi ludźmi, więc nawet najmniejszy negatywny komentarz potrafi bardzo mocno mnie zranić".

Większość moich obaw nie bierze się z niskiego poczucia własnej wartości. Nie mam niskiego poczucia własnej wartości. Biorą się z zupełnie racjonalnych obaw o to, że rodzice nie pozwolą mi czegoś zrobić albo mnie za to wyśmieją.

Wielki powrót!

 Mam trochę potrzebę sobie coś tu napisać, więc...jestem. Tym razem NAPRAWDĘ postaram się naprawić regularność - ile moich genialnych myśli ...