Chciałabym uzyskać kiedyś przeprosiny. Za te wszystkie razy, kiedy najważniejsze było, że "ja im robię wstyd", ale to, że oni mi robili wstyd zwracając na mnie uwagę i poniżając mnie, to już się nie liczyło. Oni pewnie po prostu zapomnieli o wszystkich tych momentach, kiedy mnie skrzywdzili, ale za mną to upokorzenie ciągnie się latami i na pewno wpłynęło na rozwój mojej osobowości.
A co do mojej wychowawczyni... naprawdę nie rozumie, jak krzywdzące jest powiedzenie osobie z trudnościami: "to twoja wina, że nie masz znajomych. To twoja wina, że masz problemy z samodzielnością. Zmień nastawienie, a twoje problemy magicznie znikną. Jesteś złą osobą za to, że szukasz interakcji w jedyny sposób, jaki znasz. Nie masz tego robić, bo to uzależniające i daje ci to tylko pozorne szczęście. Jesteś dorosła, więc wszystkie twoje trudności to twoja wina, a posiadanie bezpiecznej przestrzeni jest złe, bo hamuje twój rozwój. Jako osoba dorosła masz się zawsze czuć źle i nie mieć bezpiecznego miejsca. Twoje istnienie to nawet nie wegetacja, bo wegetacja to jakaś forma życia i rozwoju."?
Tak, to moja wina, że zostałam na tyle skrzywdzona, że mój mózg musiał wytworzyć te mechanizmy obronne (lęki, unikanie). Oni pewnie myślą, że któregoś dnia się obudziłam i stwierdziłam, że będę mieć lęki społeczne, żeby zrobić im na złość. Nie dziwię się, gdyby tak było.
Cytując moją mamę, ręce opadają. Nad nimi. Ale ona pewnie nawet nie zauważa, że robi coś złego, a mnie każdy lekceważy. Dlatego już po prostu nie będę z nimi rozmawiać oprócz konieczności wynikających z mieszkaniem z nimi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz