Przypadkowo usunął mi się jeden post, no cóż.
W dalszym ciągu nie umiem się zmusić do jakiegokolwiek żalu i smutku związanego z opuszczeniem szkoły średniej. Czuję się, jakby spadł ze mnie bardzo duży ciężar psychiczny wiedząc, że moja noga postanie tam już tylko na egzaminy. Nie czuję też żadnej silnej euforii z tego tytułu. Czuję się po prostu normalnie. Po latach zbytecznego stresu, w końcu czuję się po prostu...zwyczajnie, spokojnie. Jest to nie szczęście, ale po prostu ulga niebycia już w miejscu, które mnie skrzywdziło. Jednak po takim czasie nawet normalność wydaje się rewolucyjnym uczuciem. Jak łatwo mogę o tym miejscu zapomnieć, kiedy nikt mnie tam siłą nie trzyma. I tak bardzo mało już pamiętam z tego okresu, bo wszystkie dni zlewają się w jedno. Czemu nie mam wykorzystać tego na swoją korzyść?
Długie wakacje będą dla mnie ciężkie psychicznie, wiem to, ale zarówno będą też i łatwe. W końcu mam czas na dekompresję po latach męki. Już nie ciąży nade mną świadomość, że będę musieć do tego miejsca wrócić. Nie muszę. Nie wrócę.
Jedyną rzeczą, za którą będę tymczasowo tęsknić, jest przewidywalne środowisko, gdzie mój mózg nie musi pracować na pełnych obrotach. Nim uniwersytet czy szkoła policealna stanie się takim miejscem, minie sporo czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz