Wczoraj do mnie dotarło, że "po maturze" będzie w przyszłym tygodniu. Już nie jest to jakiś abstrakcyjny odcinek czasu, który "kiedyś tam" się wydarzy i na który muszę czekać. Czekanie się skończyło.
W ogóle coś ostatnio z czasem jest nie tak. Moja mama dzisiaj w ramach testu nałożyła mi piankę koloryzującą na włosy. Trzeba było czekać 30 minut. Jest 12:32. Siedzę sobie, włączam jednego tiktoka, patrzę, jest 12:54, gdzie nie ma opcji, że minęło 20 minut. Naprawdę zaczynam wierzyć w to, że co chwilę zmieniam linie czasowe, quantum jumping i tak dalej.
Kiedy patrzę na swoje filmiki na YT, jestem w szoku widząc, że niektóre z nich są przesłane 6-7 miesięcy temu. Przecież ja te filmy robiłom już w tym roku! Ale...jednak nie.
Do tego dochodzi również szkoła średnia. Pamiętam z niej tak mało, że absolutnie nie wydaje się, jakby miały upłynąć lata. Na pewno nie cztery lata, może dwa maksymalnie. Pewnie to dlatego, że mózg zapamiętuje tylko rzeczy, które się wyróżniają. Jeśli każdy dzień w szkole był tak samo denny, to nie miał powodu go rejestrować jako coś, co w ogóle istnieje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz