sobota, 10 maja 2025

89.

Mój największy koszmar - angielski ustny - już za mną. 25/30 punktów. Pozostaje jednak pytanie, ile z tych utraconych punktów jest za rzeczy faktycznie zrobione źle, a ile za to, że komisja nie mogła się po mnie rozczytać albo coś źle odczytali, bo wiem, że coś tam gadali. Nawet nie chcę wiedzieć, co mam niby źle - słuchanie tego byłoby bardzo stresujące.

Jednak wyszło na to, że mogę, dzięki Wszechświatowi, pisać. O ile robię jakieś tam postępy w walce z fobią i mutyzmem, to są one mozolne, powolne. Matura ustna to - w porównaniu z moim obecnym poziomem - rzucanie się na głęboką wodę. Miejsce, gdzie mam mówić pełnymi zdaniami po angielsku, nie mogę odpowiadać pojedynczymi słówkami. Miejsce, gdzie, z definicji, moje umiejętności są oceniane i już nie ma wymówki, że "obcokrajowcy nie oceniają i cieszą się, że mówisz w ich języku".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wielki powrót!

 Mam trochę potrzebę sobie coś tu napisać, więc...jestem. Tym razem NAPRAWDĘ postaram się naprawić regularność - ile moich genialnych myśli ...